Nieco ponad rok temu uczestniczyłam w bootcampie dla osób chcących zdobyć nowe kompetencje w dziedzinie programowania. Był on organizowany przez szkołę IT Coders Lab, a ja wybrałam kurs JavaScript Developer: React. Chciałabym podzielić się moją opinią na jego temat, ponieważ nie jest to tania sprawa, więc każda opinia jest na wagę złota.

Mój kurs odbywał się stacjonarnie we Wrocławiu i postanowiłam pójść na całość, wykupując najwyższy pakiet (wtedy tak zwany Full stack z dodatkowymi modułami back-endowymi oraz modułem Scrum Lab). Każdy moduł trwał tydzień, co piątek zdawaliśmy egzamin i wykonywaliśmy projekt zaliczeniowy z zagadnień omawianych przez cztery poprzedzające dni.

Mój programistyczny background

Postanowiłam o tym wspomnieć, bo może to być istotna informacja. Nie byłam w temacie programowania zupełnym laikiem. Moje zainteresowania zawsze krążyły wokół zagadnień z IT. Pierwsze strony internetowe w HTML (i CSS) tworzyłam już w podstawówce, w liceum uczęszczałam do klasy informatycznej, gdzie liznęłam Pascala (wiem, dramat) i logarytmów, wtedy też zaczęłam robić komercyjne zlecenia na strony.

To wszystko sprawiło, że z przyswajaniem materiału na kursie nie miałam większych problemów. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia – osoby stykające się z tematem pierwszy raz odczuły to. Czasami boleśnie, chociażby nie zdając egzaminów i kończąc kurs przedwcześnie.

Zakres materiału na kursie Coders Lab

Cały materiał jest podzielony na moduły, a każdy z nich dotyczy jednego obszaru. Osobno omawiany jest HTML z CSS, osobno JavaScript, jest także moduł dotyczący ECMAscript 6 (który akurat według mnie nie ma racji bytu, ponieważ jest to w tej chwili standard i tak czy siak, używa się go podczas omawiania modułu JavaScript), RWD, jQuery i samego Reacta (tutaj działamy aż dwa tygodnie). Moduły niezawarte w podstawowym kursie to chociażby Scrum Lab, w którym wspólnie z grupą pracuje się nad projektem korzystając z dobrodziejstw metodyki scrum. W skrócie, to taki sposób prowadzenia projektów, w tej chwili już nie tylko w IT, ale innych dziedzinach.

Struktura kursu jest nieco chaotyczna. Najpierw tworzymy proste layouty stronw. HTML i CSS, później omawiamy JavaScript, a tydzień później uczymy się trochę od nowa tworzenia layoutów, bo poznajemy zasady dostępności i tworzenia pod urządzenia mobilne. W kolejnym tygodniu cofamy się z kolei do JavaScript, bo uczymy się na nowo tego samego, tym razem nazywając to standardem ECMAscript 6. Takie przeplatanie powodowało dezorientację, szczególnie gdy w trakcie zmieniali się prowadzący. Nowa osoba nie wiedziała, na ile się powtarza i wprowadzała wszystko tak, jakbyśmy słuchali o tym po raz pierwszy. A my z wytrzeszczonymi oczami próbowaliśmy się połapać, o co chodzi i dlaczego to niby jest coś nowego, skoro nie jest.

Mentor i prowadzący

Podczas całego kursu Coders Lab, grupa znajduje się pod opieką mentora. Prowadzi on część zajęć, sprawdza egzaminy i projekty, zajmuje się też nadzorem nad projektami końcowymi. Część modułów może być jednak prowadzona przez inne osoby i w naszej grupie oprócz mentora był jeszcze jeden prowadzący.

Z dużym przekonaniem mogę powiedzieć, że atmosfera w grupie i na kursie jest bardzo zależna od osoby, z którą w danej chwili się uczymy. Nie mogę więc powiedzieć, jak będzie w waszym przypadku. Nasz mentor był bardzo rozluźniony (co w drugiej połowie kursu odbiło nam się czkawką, bo zdarzało się, że przychodził na kurs „wczorajszy” i grubo spóźniony – biuro podobno rozmawiało na ten temat i podjęte zostały bliżej nieznane mi kroki). Drugi prowadzący z kolei trzymał większy dystans, co początkowo bardzo nam kontrastowało, ale do wiedzy i metod nie mogliśmy mieć żadnych zastrzeżeń.

Moduły dodatkowe w wyższych pakietach

Pierwszym z modułów dodatkowych (czyli tych, które nie znajdowały się w podstawowym pakiecie) był Scrum Lab. Nie oceniam go niestety dobrze – odbywał się dokładnie w środku kursu. Mentor w tym samym czasie prowadził stacjonarnie zajęcia w innym mieście i miał duże problemy z dostępnością poza porannym spotkaniem na omówienie postępów prac.

Powyższe, w połączeniu z doborem do grup, spowodowało, że nie wyniosłam nic dla siebie z tamtego tygodnia. Projektu nawet nie chciałabym załączać do ewentualnego portfolio. Moja i drugiego sprawnego w tych zagadnieniach kolegi pomoc wykraczała poza zwykłą dyskusję, pracę w grupie i omówienie rozwiązań. Dysproporcja była zbyt duża, a niestety mentora nie było na miejscu (ani na zoomie), by móc rozwiązywać podstawowe problemy.

Po zakończeniu całego kursu udostępniono nam też projekt dodatkowy w ramach Portfolio Lab. Praca wyglądała dokładnie tak, jak podczas Scrum Lab, jednak tym razem pracowaliśmy indywidualnie. W tym czasie wykonywałam już samodzielne zlecenie dla klienta i z braku czasu nie dokończyłam tego projektu. Inna sprawa, nie było to zbyt duże wyzwanie, więc i zapału zbyt dużego nie było.

Na ostatni moduł – back-endowy, miałam czekać kolejne 4 miesiące, więc po prostu z niego zrezygnowałam. Był to jedyny moduł różniący pakiet średni od najwyższego w kursie JavaScript, więc zwrócono mi różnicę w cenie i tak rozstaliśmy się z Coders Labem.

Przygotowanie do pracy w IT

Ile osób z mojej grupy znalazło faktycznie pracę w IT po kursie? Wiem o trzech. Wydarzyło się to w ciągu 4-9 miesięcy po zakończeniu kursu, co, biorąc pod uwagę pandemię panującą w tamtym czasie, uważam mimo wszystko za sukces.

Nie jest tak, że praca znajdzie was sama. Jest ku temu okazja – biuro Coders Lab otrzymuje zapytania o kursantów i chętnie przekazuje pracodawcom wasze CV. Ja przez moment szukałam pracy, odbyłam kilka rozmów kwalifikacyjnych i otrzymywałam pozytywny feedback. Ze względu na zaczynającą w tamtym czasie nieźle hulać moją firmę, miałam spore i dość konkretne oczekiwania finansowe (podawałam wtedy kwotę 8 tys. zł netto na umowie b2b – było to dla mnie absolutne minimum, dla którego byłam skłonna odłożyć w czasie rozwój swojej firmy na rzecz zdobywania doświadczenia w korporacjach). Przez to, często przestawałam być brana pod uwagę.

Ostatecznie Pikus.IT rozwinęła się tak, że korzystam z tej wiedzy i mogę pracować z zagadnieniami bootcampowymi codziennie dla własnych klientów. Nie narzekam 🙂 Natomiast wiem, że bez rekomendacji i portfolio, sam bootcamp w CV nie robi już takiego wrażenia. Po prostu ludzie masowo z nich korzystają i juniorów jest na rynku pracy mnóstwo.

Czy skorzystałabym ponownie?

Zdecydowanie tak. Nie żałuję inwestycji (nigdy nie żałuję inwestycji w siebie, ale ta była szczególna). Z wiedzy zdobytej na bootcampie Coders Lab korzystan codziennie i dzięki temu realizuję coraz ambitniejsze projekty w swojej firmie. Daje mi to ogromną satysfakcję, ale nic nie spada z nieba. Nad pewnymi rzeczami trzeba intensywnie pracować samodzielnie, choć mając gotowe narzędzia i materiały, robi się to z największą przyjemnością.


W tym momencie szkoła zmieniła już nieco program i strukturę oferowanych kursów. Patrząc na obecne informacje mam wrażenie, że jest nieco sensowniej i bardziej logicznie ułożony. Moje zarzuty odnośnie kolejności zagadnień prawdopdoobnie zostały już rozwiązane.

Jedyne poważne zarzuty odnoszą się do kwestii personalnych, te zgłaszałam do centrali oraz wrocławskiego oddziału (może jedynie zbyt późno). Wam polecam zgłaszać od razu, zdaję sobie jednak sprawę, że takie przypadki to raczej kwestia jednostkowa i miałam zwyczajnie pecha. Daleka więc jestem od przekreślania całej idei. Bo ta jest dobra i nauka z takim dostępem do usystematyzowanych materiałów to prawdziwa przyjemność.