Książki kocham odkąd tylko nauczyłam się czytać (a właściwie kochałam nawet wcześniej, kiedy to dorośli czytali mi bajki na dobranoc). Ogromną miłością darzę papier, szelest kartek i zapach tuszu. Jedyny minus – nieporęczność. Dlatego musiałam nauczyć się sobie z tym radzić.

Pewnego razu w Londynie…

Kiedy byłam w Londynie po raz drugi w życiu, w oczy rzuciło mi się, że praktycznie każdy w metrze coś czyta. Jeśli nie była to rozdawana za darmo gazeta, to najczęściej widywałam pasażerów z czytnikiem e-booków w dłoni.

Takie urządzenia kojarzyły mi się wtedy z bardzo powolną zmianą stron i kiepską jakością, słabą baterią, długim czasem reakcji na jakąkolwiek akcję. Bardzo miło zaskoczył mnie czytnik Kindle, który wtedy był najpopularniejszą opcją wśród pasażerów londyńskiego metra. Mrugnęłam i nie wiedziałam nawet, czy ktoś już zdążył zmienić stronę.

Właśnie w ten sposób zamarzył mi się własny czytnik Kindle.

Mój pierwszy czytnik

Dostałam go pod choinkę pewnie jakieś niecałe dwa lata później. Byłam zachwycona – mogłam zmieścić całe mnóstwo książek i nosić je wszystkie ze sobą, pod ręką, w torebce. Zabrać w podróż do samolotu, nie martwiąc się o bagaż podręczny. Wreszcie, z przyjemnością podróżować komunikacją miejską.

Wybrałam wtedy najbardziej podstawowy model Kindle. Nie miał ekranu dotykowego (zamiast tego przyciski po obu stronach ekranu) ani podświetlenia (był to zwykły wyświetlacz e-ink). Mimo to, służył mi bardzo długie lata i jeszcze został odsprzedany, by służyć kolejnemu właścicielowi.

Doceniałam to, że nie męczył mi się wzrok od ostrego światła niebieskiego.Wymieniłam czytnik tak naprawdę tylko dlatego, że na scenę wkroczyło… Legimi (o którym pisałam w poprzednim wpisie).

Kindle Touch 10

Z Legimi korzystałam wcześniej, ale tęskniłam za wygodnym wyświetlaczem e-ink (takim, w którym w czarno-bieli wyświetla się wyraźny tekst). Nie ma już jednak na rynku modeli bez podświetlanego ekranu, które mają ekran dotykowy (a tylko na takich Kindle działa Legimi).

Nie rozważałam innych czytników, bo miałam je w rękach i testowałam – są wyraźnie wolniejsze, zmiana kartki jestr wyraźna, widoczna i bałam się o baterię. Kindle może wytrzymać nawet 3-4 tygodnie, co mogło być trudne do osiagnięcia w czytnikach opartych chociażby o Androida.

Swój czytnik kupiłam na Allegro i wybrałam wersję z reklamami. Wiele osób zastanawia się, czy warto dopłacać, by pozbyć się reklam. Od jakiegoś czasu z pełnym przekonaniem odpowiadam: nie warto.

Reklama pokazuje się wyłącznie w dwóch miejscach – na zablokowanym ekranie i przy wyłączonym czytniku lub podczas przeglądania ekranu głównego, gdzie pojawiają się bannery z propozycjami książek ze sklepu Amazona. Uciążliwość poziom zero, a oszczędność nawet 200 zł.

Jakość wyświetlacza

Przed zakupem porównywałam Kindle Touch i Kindle Paperwhite. Ten drugi jest droższy i ma większą rozdzielczość – balam się, że będzie to wyraźnie zauważalne. Zaryzykowałam z tańszym modelem i nie żałuję.

Myślę, że jakość jest zauważalna, ale dopiero w momencie, gdy wyraźnie przyglądamy się literkom i przy normalnej lekturze w niczym to nie przeszkadza.

Podświetlenie

Przyznam szczerze, że podświetlenia bałam się najbardziej. Że będzie uciążliwe i męczące dla oczu – telefon przecież miałam i nie lubiłam na nim czytać. Bardzo szybko zmieniłam zdanie i dziś uważam, że podświetlenie to najlepsza cecha mojego czytnika.

Masz możliwość ustawienia mocy świecenia czytnika, dzięki czemu dostosujesz jego jasność do swoich preferencji i warunków. Czytanie w nocy bez budzenia leżącego obok męża? Nie ma problemu. Co prawda jest jeden minus tej sytuacji – czytam do rana i później mam ogromny problem z dobudzeniem się. Coś za coś.

Bateria

Bateria jest po prostu mocarna. Albo z innej strony – czytnik nie jest mocno energochłonny. Ładuję mojego Kindle średnio raz na 3-4 tygodnie. Chyba, że aktualnie mam więcej czasu i czytam przynajmniej godzinę dziennie (chociaż wtedy już z reguły wsiąkam w historię i czytam długie godziny) – wtedy ładowanie odbywa się raz zna dwa tygodnie. To sytuacja ekstremalna.

W normalnych warunkach czytania do snu, 3-4 tygodnie pracy na jednym ładowaniu to jak najbardziej realny wynik.

Współpraca z Legimi

Na Kindle nie można instalować żadnych dodatkowych aplikacji, więc połączenie z usługą Legimi odbywa się po kablu, przez aplikację instalowaną na komputer. Szerzej o tym, jak to działa, opisałam w tym wpisie.

Legimi umożliwia zgranie maksymalnie 7 pozycji na czytnik w miesiącu. Dodatkowo, nawet jeśli nie zgrywamy nic nowego, raz na miesiąc należy czytnik podłączyć, by zsynchronizować status swojej subskrypcji. Nie uważam tego za minus, bo i tak podłączam Kindle do komputera raz w miesiącu, by go naładować, a 7 książek na czytniku to dla mnie w zupełności wystarczająca ilość.


Nie wyobrażam sobie używania jakiegokolwiek innego czytnika niż Kindle. Działa to chyba podobnie jak z przywiązaniem do sprzętów Apple. Bardzo serdecznie wam go polecam, szczególnie w duecie z Legimi.

Jeśli chcesz podarować mi dwa tygodnie darmowego czytania, zarejestruj się w Legimi, używając poniższego przycisku. Jak to działa? Ty zakładasz konto i odbierasz 30 dni okresu próbnego (bez linka to tylko 14 dni), a jeśli zdecydujesz się kupić abonament, ja otrzymam 2 tygodnie gratis.

Nie wiesz, na czym polega Legimi? Przeczytaj mój wcześniejszy wpis.